Kiedy w pierwszy dzień na wyjeździe dokucza zmęczenie popodróżne i ulewa za oknem, książka jest zdecydowanie najlepszą opcją. Dziś padło na jeden z urodzinowych prezentów, a mianowicie „Ostatnich” Hanny Jameson.
Zaczyna się w stylu Hitchcocka, z tym, że zamiast trzęsienia ziemi mamy wielką wojnę nuklearną na całym świecie i całkowite zniszczenie najważniejszych miast na świecie. Tymczasem w pewnym hotelu na szwajcarskim odludziu garstka jego mieszkańców przetrwała ten kataklizm i jakoś funkcjonuje w postapokaliptycznych realiach. Samo przetrwanie wydaje się rzeczą dość trudną – zapasy są bardzo ograniczone, relacje między mieszkańcami hotelu wcale nie są sielankowe i konfliktów się nie da uniknąć, do tego jeszcze wielu z nich tęskni za swoimi rodzinami, pozostawionymi w domach rodzinnych. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w jednym ze zbiorników wody pitnej zostaje odnalezione ciało młodziutkiej dziewczynki. Jeden z mieszkańców hotelu – amerykański historyk Jon Keller – podejmuje próbę rozwikłania zagadki jej śmierci. Nie ma zresztą wielkiego wyboru – jeśli ktoś zabił dziewczynkę, może też zabić dowolnego mieszkańca hotelu. Kryminalna zagadka staje się kwestią życia lub śmierci.
Przebieg wydarzeń poznajemy z dziennika prowadzonego przez Jona. Poza samym śledztwem czytelnik może też obserwować przebieg międzyludzkich relacji w nielicznej, liczącej kilkanaście osób grupce i jej próby przetrwania w warunkach surwiwalowych – wyprawy w poszukiwaniu jedzenia, lęk przed napotkaniem innych ludzi, wprowadzenie kary śmierci za działanie na szkodę grupy. Przynajmniej część tych rzeczy została ukazana w sposób całkiem wiarygodny. Główna intryga – też jakoś się trzyma kupy, a na plus należy zaliczyć to, że nie została rozwiązana w sposób banalny i przewidywalny od samego początku.
Z drugiej strony zastanawiać może, dlaczego przez długie dwa miesiące wegetacji w hotelu nikt z jego niewątpliwie inteligentnych i wykształconych mieszkańców nie wpadł na pomysł, że choćby największa wojna nuklearna nie jest w stanie zniszczyć całego świata natychmiastowo i poza ich hotelem na pewno musiało przetrwać jakieś zorganizowane normalne życie. Że skoro podczas wypraw w poszukiwaniu jedzenia dało się znaleźć działające sieci telefoniczne i internet, skoro dało się wysłać na fejsie i twitterze wiadomości swoim znajomym z drugiego końca świata, to równie dobrze dałoby się zajrzeć na serwisy newsowe i zorientować się, jak wygląda sytuacja. Że nie są jedynymi ludźmi, pozostałymi przy życiu i że do przetrwałej cywilizacji da się dotrzeć względnie łatwo (choć niekoniecznie – w pełni bezpiecznie). I tego w pełni nie kupuję.
Niemniej – czyta się płynnie i szybko, czuć atmosferę postapokaliptycznej grozy, jest ciekawie poprowadzone śledztwo i złożone interakcje międzyludzkie. Lubię takie klimaty, więc oczywiście ocena jest pozytywna – choć, jak to zwykle bywa, muszę zastrzec, że arcydzieło literatury światowej to to nie jest i nigdy nie będzie. Ale, jak na swoją kategorię, jest to literatura zdecydowanie dobra.
PODSUMOWANIE:
Rozmiar: średnia (422 stron)
Szybkość czytania: bardzo szybko
Wciąga: bardzo mocno
Dla kogo: dla miłośników thrillerów i klimatów postapokaliptycznych. Chociaż jeśli ktoś lubi kryminały, to też może mu się spodobać.
Warto?: o ile się lubi taki rodzaj literatury – to zdecydowanie tak.
Zalety: trzyma w napięciu, skomplikowana intryga, nieźle odwzorowane relacje międzyludzkie w sytuacjach kryzysowych, klimat postapo.
Wady: mimo wszystko trochę brak logiki w zachowaniach bohaterów, a panika nie tłumaczy wszystkiego. Dla niektórych wadą może być zakończenie (choć ja osobiście nie narzekam). Zbyt szybko dociera się do końca.
Ocena: 8/10