Czasami trzeba sobie poczytać coś dla odmóżdżenia się. Dobrze wtedy jest znaleźć coś, co dostarczy trochę rozrywki i śmiechu. Tym razem padło na „Wielki kawalarz polski” wydawnictwa Vesper
Co znajdujemy w środku? Blisko 600 stron dowcipów i kawałów podzielonych tematycznie na całe 38 kategorii tematycznych.
Teoretycznie takie liczby powinny zagwarantować dobrą zabawę przez całkiem długi czas. Praktycznie jest to wykonalne, jeśli czytający ma nie więcej niż 15 lat, a nawet i wtedy jest to mocno wątpliwe.
Starsi większość z przytaczanych tutaj dowcipów już dobrze znają albo bynajmniej nie uznają ich za śmieszne.
Aczkolwiek nawet ktoś tak obyty ze zbiorkami dowcipów, jak ja, da radę znaleźć tutaj perełki, które wywołają na jego twarzy uśmiech. Pojedyncze, co prawda, i zdarza się to rzadko, ale jednak jest możliwe.
Jako całość, wielkiego zachwytu to jakoś we mnie nie budzi, przez większość stron prześlizguję się bez specjalnego entuzjazmu.
Dodatkowo dość mocno odstrasza (przynajmniej mnie) okładka – stylizowana na błazna postać wydaje się dość złowroga i złowieszcza, zamiast śmieszna, a i litera „o” w wyrazie „polski” jakoś tak dziwnie nawiązuje do krzyża celtyckiego. Dziwnie, bo w samym tekście treści nacjonalistycznie raczej nie pojawiają się. Ogólnie nie jest to lektura, którą mógłbym z czystym sercem polecić, a i gdyby zniknęła z moich półek, niespecjalnie bym ten brak odnotował.
PODSUMOWANIE:
Rozmiar: gruba (575 stron)
Szybkość czytania: dość szybko
Wciąga: tak sobie
Dla kogo: dla młodzieży pragnącej poszerzyć swoją znajomość polskich dowcipów
Warto?: dla kogoś, kto dopiero stawia pierwsze kroki w świecie polskiego humoru – nawet tak. Dla osób bardziej doświadczonych – ogólnie strata czasu. Jeśli kupować – to tylko w antykwariacie za grosze, cena z okładki jest po prostu absurdalna.
Zalety: pojedyncze perełki humoru polskiego.
Wady: zdecydowana większość przytaczanych dowcipów ma całkiem sporą brodę. I każdy, kto ma choć minimalną znajomość polskiego humoru, przekartkuje to, wzruszając ramionami.
Ocena: 3,5/10