
Streszczając w jednym zdaniu – rzecz jest o zniknięciu młodego entomologa, Niki Jumpei. Przyjechał do nadmorskiej miejscowości, trafił na wydmy i wszelki słuch po nim zaginął. Nikt się nie dowiedział, co się z nim stało.
Nikt – oprócz czytelnika. My tę tajemnicę poznamy, a będzie ona zaiste niezwykła. Mianowicie – wśród wydm odnalazł wioskę. Chociaż to zbyt duże słowo – zbiorowisko rozpadających się chat. I postanowił tam przenocować. I ugrzązł. Wioska okazała się dla niego mrówkolwem, z którego pułapki owad nie jest w stanie się wydostać. Od tej pory jego życie ograniczone zostało do rozpadającej się chaty, piachu, piachu, jeszcze raz piachu – który trzeba kopać pod groźbą pozbawienia wody. I młodej wdowy, w której chacie przyszło mu trwać, pędząc życie więźnia.
Jak się w tym wszystkim odnajdzie Niki? Czy pogodzi się z nowym życiem, czy będzie walczył z losem do samego końca sił? Jak sobie ułoży relacje z młodą kobietą, z którą złączył go przypadek? I wreszcie – czy odkryje, dlaczego został uwięziony?
By poznać odpowiedzi na te pytania, trzeba będzie dotrwać do końca lektury, a wcale nie będzie to proste. Powieść jest mocno specyficzna, nie sprzyja szybkiej lekturze, oddziałuje na wyobraźnię, wymaga skupienia i zastanowienia. Czytając, zastanawiamy się nad miejscem człowieka w świecie, o tym, co jest potrzebne do szczęścia, o tym, jak łatwo jest przestać być panem własnego losu.
PODSUMOWANIE
Rozmiar: cienka (158 stron)
Szybkość czytania: dosyć powoli
Wciąga: nawet tak
Dla kogo: dla każdego, kto ceni ambitniejszą literaturę i lubi sobie pomyśleć nad tym, co przeczytał
Zalety: zmusza do refleksji, podsuwa ciekawe pytania, a i sama koncepcja też niczego sobie.
Wady: chyba tylko to, że nie czyta się płynnie.
Ocena: 8,5/10