Klasyka angielskiej literatury humorystycznej. Utwór napisany pod koniec XIX wieku - i to się wyraźnie czuje podczas lektury, zarówno w aspekcie realiów, jak też i samej narracji. Oprócz głównej osi opowieści mamy też mnóstwo elementów pobocznych i dygresji - czasem w formie wspomnień, czasem luźno tylko związanych z konkretną sytuacją komentarzy.
Sama akcja nie jest jakoś szczególnie skomplikowana - trójka młodych (około 30-letnich) mężczyzn dochodzi do wniosku, że dla podratowania zdrowia potrzebuje urlopu i w tymże celu wybiera się (razem z psem!) wynajętą łódką w rejs po Tamizie. I tyle. Owszem, po drodze spotykają ich pewne przygody, ale nie wykraczają one poza rejsową codzienność. Gdyby się ograniczyć wyłącznie do tej warstwy - no to nuda i nic (prawie) się nie dzieje.
Ale jest jeszcze humor sytuacyjny w znakomitym angielskim wykonaniu. W bohaterach zdarza nam się rozpoznawać samych siebie lub naszych bliskich, ze wszystkimi naszymi przywarami i niedoskonałościami, co dodatkowo zwiększa uśmiech. Bo czy nie zdarza nam się w zapale przewidywać, jakich to wspaniałych czynów dokonamy, jak to będziemy wstawać skoro świt, by od samego rana cieszyć się urlopem, a potem i tak spać do południa? Czy nie zdarza nam się spisać sobie listy niezbędnych do zabrania rzeczy, a potem gdzieś ją zapodziać i wyjechać bez jakiegoś drobiazgu - ale jednak niezbędnego? Czy wreszcie nie zdarza nam się w obliczu niesprzyjających okoliczności skapitulować i porzucić pierwotne zamierzenia, choćby zapowiedzi były jak najbardziej niezłomne?
Do najlepszych scen zaliczyłbym wuja Podgera wieszającego obraz i przy okazji demolującego mieszkanie, Harrisa śpiewającego arie, wybrzydzanie na hotele w Datchet, otwieranie puszki z ananasem oraz historię pewnego wielkiego pstrąga - choć to wcale nie wyczerpuje śmiechowego potencjału książki!
W czasie lektury, jestem przekonany, uśmiechniecie się nie raz! Na urlop jest jak znalazł!