Gruzja - moja miłość. Ludzie, przyroda, kultura, język - wszystko. Kulinaria również. Zanim zacznę Was zabierać w podróż po najpiękniejszych zakątkach tego kaukaskiego kraju, pokażę Wam, jak przygotować pyszne gruzińskie danie, zwane badridżani nigwzit.
Co będzie potrzebne:
- bakłażany (powiedzmy, że 3)
- orzechy włoskie, około 200 gramów
- kolendra
- czosnek (ok. 2 ząbki)
- ocet jabłkowy
- sól
- olej do smażenia
- coś kolorowego do dekoracji, najlepiej pestki granatu
Zaczynamy od przygotowania nadzienia - pasty orzechowej. Na początek odważamy odpowiednią porcję orzechów. Na dobry początek powinno wystarczyć około 200 gramów.
Teraz trzeba orzechy zemleć, i to dość dokładnie. W moim przypadku oznaczało to trzykrotne przepuszczenie ich przez maszynkę - do uzyskania całkiem drobnej mączki orzechowej - jak na załączonym zdjęciu.
Teraz warto ją doprawić. Bierzemy niecałą połowę szklanki wody, dodajemy do niej dwie łyżeczki stołowe octu jabłkowego. Do smaku wyciskamy jeszcze czosnek, w ilości jak kto lubi - osobiście radzę nie więcej niż dwa ząbki - łyżeczkę rozgniecionej kolendry (bardzo ważna dla gruzińskich dań przyprawa!). Potem tak przygotowaną miksturę wlewamy do zmielonych orzechów i dokładnie mieszamy. Podczas mieszania dodajemy jeszcze łyżeczkę soli, możliwie płaską.
Efekt końcowy powinien wyglądać mniej więcej tak:
Odstawiamy go na bok - nadchodzi czas, by zająć się bakłażanami. Myjemy je i odcinamy zielone końcówki. Tak przygotowane krajemy na cienkie plastry:
Pokrojone bakłażany solimy (ale nie za mocno!) i zostawiamy na kilkanaście minut. Dzięki temu puszczą sok i pozbędą się przykrej goryczki.
Przed dalszą obróbką plastry opłukujemy i suszymy. Dopiero potem kładziemy na patelnię i smażymy, niekoniecznie na największym ogniu. Na poglądowym zdjęciu - plastry w różnym momencie smażenia:
Jest to kluczowy moment przygotowywania potrawy. Trzeba umiejętnie wyczuć moment, w którym plastry są już przyjemnie zbrązowione i upieczone. Odrobina nieuwagi, parę chwil za długo na patelni i zamiast elastycznych plastrów otrzymujemy mocno spieczone chipsy bakłażanowe (niekoniecznie smaczne), w najlepszym razie miąższ zacznie pękać. Przyznaję, że podczas przygotowywania zdjęć część plastrów niestety nie nadawała się do dalszego wykorzystania ;)
Gotowe do dalszej obróbki bakłażany wyglądają mniej więcej tak (choć mogą być odrobinę mniej wysmażone):
![IMG_20171216_152840.jpg]
()
Odkładamy je na talerze wyłożone ręcznikami papierowymi i pozwalamy im się odtłuścić, a przy okazji trochę wystygnąć. Po kilkunastu minutach możemy już śmiało nakładać nadzienie. Porcja pasty nie powinna być zbyt wielka - mniej więcej tyle, ile zmieści się na łyżeczce. Umieszczamy ją w pobliżu jednego z końców plastra, po czym zwijamy roladkę. Dobrze przygotowane bakłażany dają się zwijać bez problemu, jeśli skórka jest twarda i krucha, to znak, że jednak odrobinę przesadziliśmy z czasem smażenia.
Idealny efekt prawie końcowy wygląda trochę lepiej niż to poniżej:
Pozostaje już tylko upiększyć danie - na wierzch każdej roladki nakładamy odrobinę pasty, którą ozdabiamy listkiem zieleniny oraz czymś kolorowym - tradycyjnie i optymalnie należy użyć ziaren granatu, ale równie dobrze sprawdzi się na przykład kawałek czerwonej papryki.
Kiedy już otrzymamy efekt taki, jak na pierwszym zdjęciu, pozostaje tylko zjeść do ostatniego kawałeczka :)