Siatkówka klasy światowej w Atlas Arenie

Tak się niespodziewanie złożyło, że zostałem zaproszony do Atlas Areny na ostatnią rundę fazy grupowej Klubowych Mistrzostw Świata w siatkówce. Nie, żebym był wielkim fanem, ale na mistrzów, w dowolnym sporcie, warto popatrzeć, więc zgodziłe...

8 years ago, comments: 0, votes: 4, reward: $5.27

Tak się niespodziewanie złożyło, że zostałem zaproszony do Atlas Areny na ostatnią rundę fazy grupowej Klubowych Mistrzostw Świata w siatkówce. Nie, żebym był wielkim fanem, ale na mistrzów, w dowolnym sporcie, warto popatrzeć, więc zgodziłem się chętnie i około 17:30 już byłem na miejscu.

Na przystawkę przed głównym daniem, pojedynkiem dwóch najlepszych drużyn w grupie, czekało nas starcie drużyn egzotycznych - chińskiego Shanghai Golden Age (stroje fioletowo-czarne) z argentyńskim Personal Bolívar (stroje biało-błękitne). Widownia dopiero powoli się zapełniała, na początek meczu zjawiło się może około tysiąca widzów.

DSC04944.JPG

Pojedynek, choć - muszę to przyznać - nie stał na bardzo wysokim poziomie, okazał się zacięty. Żadna z drużyn nie była w stanie osiągnąć zdecydowanej przewagi. Pierwszy set padł łupem Argentyńczyków, lecz w kolejnym Chińczycy odrobili straty.

DSC04955.JPG

Gdy Bolívar kolejny raz wyszedł na prowadzenie, drużyna z Szanghaju ponownie doprowadziła do remisu w czwartym secie. Odrobienie strat dodało im pewności siebie i w tie-breaku nie dali szansy południowoamerykańskiej ekipie.

DSC04963.JPG

Azjaci w ten sposób choć w minimalnym stopniu zrekompensowali sobie brak awansu do fazy finałowej.

DSC04965.JPG

Ponieważ mecz trwał dość długo, przerwa przed kolejnym spotkaniem wystarczyła tylko na obejście hali, postanie w kolejkach i przegryzienie typowego stadionowego niezdrowego jedzonka. Cóż, czasami i taka kolacja jest do przyjęcia ;)

Gdy wróciliśmy na trybuny, te już w znacznym stopniu się zapełniły i pokryły żółto-czarnymi barwami Skry Bełchatów. Klub kibica prowadził głośny doping i machał flagami. Zwolenników przeciwnej drużyny, rosyjskiego Zenitu Kazań, było niewielu i siedzieli wśród fanów polskiej ekipy.

DSC04977.JPG

Pierwszy set dostarczył widzom mnóstwo emocji. Walka była zacięta, praktycznie punkt za punkt. Widać też było gołym okiem różnicę poziomu w porównaniu z meczem poprzednim. Zawodnicy uderzali piłkę silniej, szybciej się przemieszczali, wyżej skakali... Rozstrzygnięcie zapadło dopiero na przewagi i choć Skra minimalnie uległa rywalom z Tatarstanu, to jednak kibice mogli się czuć usatysfakcjonowani.

DSC04980.JPG

Przed drugim setem wszyscy oczekiwali rewanżu. Niestety drużyna z Bełchatowa jakby się zacięła. Niby nie grali źle, ale jednak tym razem Zenit wygrał seta z bezpiecznym zapasem pięciu punktów. Różnica była wyraźna, a zwycięstwo zasłużone. Mimo to nadzieja wciąż nie umierała i wszyscy liczyli na to, że losy spotkania jeszcze się odwrócą.

DSC04983.JPG

Niestety, trzeci set się okazał całkowitą klęską. Zawodnicy Skry sprawiali wrażenie strasznie rozkojarzonych, przytrafiały im się błędy, które nie powinny mieć miejsca na tym poziomie rozgrywek (serwis w aut boczny, upuszczenie piłki przy odbiorze zagrywki). Zenit wykorzystywał te błędy bezlitośnie i zakończył partię wynikiem 25-16. Na szczęście nie miało to większego wpływu na dalsze rozgrywki - oba zespoły awansowały do fazy finałowej.

DSC04988.JPG

Pomimo tego, że sportowe rozstrzygnięcie okazało się inne od oczekiwanego, wieczór uznaję za udany - zawsze miło spędzić czas oglądając gwiazdy sportu, w dodatku w towarzystwie znajomych. Jedno tylko, co irytowało - to zdecydowanie za głośna muzyka. Wiem, że powinno być show, ale jednak jakby było trochę ciszej, wcale nie byłoby gorzej. W każdym razie bardzo chętnie udam się na kolejne zawody tego typu :)