Wieczór z koszykówką, czyli RTS Widzew kontra Wisła CanPack Kraków

Obecności na tym meczu nie planowałem w ogóle. Po prostu po drodze na poranne zawody w biegach na orientację (o tym w innym artykule) zauważyłem na przystanku plakat zapraszający kibiców na mecz. Cóż - widzewiak prawi...

8 years ago, comments: 2, votes: 11, reward: $0.74
Obecności na tym meczu nie planowałem w ogóle. Po prostu po drodze na poranne zawody w biegach na orientację (o tym w innym artykule) zauważyłem na przystanku plakat zapraszający kibiców na mecz. Cóż - widzewiak prawie od urodzenia, mieszkający rzut beretem od hali, w której miały grać zawodniczki, bez innych planów na wieczór - czy mogłem sobie odpuścić takie spotkanie?

Idąc na mecz nie miałem specjalnie pojęcia, jak wygląda sytuacja w lidze, kto jak sobie radzi - ot, wiedziałem tylko, że Widzewianki do krajowej czołówki się nie zaliczają. Do hali dotarłem z wywieszonym językiem tuż przed pierwszym gwizdkiem. I od razu zaskoczenie - hala wypełniona co najmniej w 90%, rozbrzmiewa głośnym dopingiem. Jak się miałem potem okazję przekonać - Widzewiacy na meczach koszykówki kibicują wcale nie gorzej niż na piłce nożnej. Nawet jeśli hala jest sporo mniejsza od stadionu, to jednak jej akustyka sprawia, że efekt końcowy niczym nie odbiega od piłkarskiego, a (mniej więcej) dwa tysiące gardeł pod dachem jest równie głośne jak piętnaście tysięcy na stadionie.
DSC04997.JPG

Jako stały bywalec areny przy al. Piłsudskiego mogę stwierdzić, że nie zabrakło chyba żadnej z najpopularniejszych przyśpiewek, czasami tylko z lekką modyfikacją (np. zamiast "Hej, Widzew, gol" było, jak nakazuje logika "Hej, Widzew, kosz"). Gwoli sprawiedliwości należy także oddać, że dobre relacje łączące kibiców obu drużyn (choć Wiślaków można było chyba policzyć na palcach obu rąk - a może i jednej) zaowocowały tym, że swoją porcję braw i dopingu otrzymały także zawodniczki z Krakowa (i tak być powinno!), natomiast doping "niekulturalny" ograniczył się do jednej tylko przyśpiewki, z której można było się dowiedzieć, czym jest warszawska Legia i co należy robić z ŁKS-em (no ale tego się nie da uniknąć :P). Nie zabrakło także efektów wizualnych - były dziesiątki, jeśli nie setki, flag, zaś znaną ze stadionów pirotechnikę zastąpiły równie widowiskowe, lecz bezpieczniejsze, zimne ognie.

IMG_20180113_192257.jpg

Co się tyczy samego spotkania... pomeczowa analiza przekonała mnie, że oczekiwanie jakiegokolwiek innego rozstrzygnięcia, niż zwycięstwo gości byłoby cudem (przed meczem Wisła miała wygrane 12 z 13 spotkań, Widzew też 12 z 13, ale przegranych). Mimo to łódzka ekipa rozpoczęła z animuszem i miała naprawdę dobre efekty - pierwszą kwartę zdołała, dzięki swojej ambicji, wygrać stosunkiem koszy 24 do 22.

DSC04989.JPG

Niestety, kolejne kwarty obnażyły wszystkie słabości drużyny Widzewa. Sama ambicja nie była w stanie zrekompensować słabej celności (zwłaszcza w kwestii rzutów za 3 punkty krakowianki były o niebo lepsze), przyczyniła się zaś do większej liczby fauli technicznych (dwie z zawodniczek Widzewa zakończyły spotkanie przed czasem), a co za tym idzie, dała rywalkom okazję do celnych rzutów osobistych. Niestety moja znajomość przepisów koszykarskich nie pozwala mi się w żaden sposób wypowiadać na temat trójki sędziowskiej, kierowanej przez sympatycznego czarnoskórego arbitra.

DSC05001.JPG

W końcowej fazie spotkania sytuacja wyglądała już fatalnie, gdyż Wisła odrobiła stratę i wypracowała sobie ponadtrzydziestopunktową przewagę. Na szczęście dla łodzianek, krakowianki dały odpocząć swoim najlepszym zawodniczkom, zaś Widzew, walcząc ambitnie do samego końca, zdołał odrobić część strat.

DSC05003.JPG

Ostatecznie drużyna gości zwyciężyła 85 do 61, ale biorąc pod uwagę sytuację obu drużyn w tabeli, trudno mieć pretensję do łódzkiej ekipy, że nie zdołała stawić skutecznego oporu liderkom rozgrywek.

DSC05007.JPG

Z punktu widzenia kibica była to bardzo interesująca wyprawa - miałem okazję się przekonać, że pod względem dopingu Widzewiacy i w piłce nożnej (co było mi wiadome już wcześniej), i w koszykówce mogą śmiało zaliczać się do krajowej czołówki. Zaś wszystkie osoby obawiające się "stadionowej" atmosfery mogę zapewnić, że choć dopingujący fanatycy są głośni, i może chwilami niecenzuralni, to jednak, zwłaszcza w takich meczach jak dzisiejszy, nie ma żadnego zagrożenia dla osób postronnych - i jeśli chcą przeżyć niesamowite półtorej godziny, to taki mecz jest całkiem dobrym wyborem, zwłaszcza, że bilet kosztuje jedyne 10 złotych ;) Jedyne, do czego ewentualnie mógłbym się przyczepić to szatnia - w zasadzie samoobsługowa i teoretycznie jest ryzyko, że ktoś będzie chciał się zapoznawać z zawartością cudzych kurtek. Jednak i ten problem przy odrobinie zapobiegliwości jest do ominięcia.

Po takim spotkaniu, jak dzisiejsze, na pewno nie zostałem fanatykiem koszykówki. Ale jeśli znów się zdarzy potyczka w łódzkiej hali, a ja nie będę mieć innych planów na wieczór - z przyjemnością udam się na mecz, a nawet będę namawiać znajomych, żeby też stali się częścią tego spektaklu. Bo warto!